You are currently viewing Czy to, w co wierzysz, na pewno jest prawdą?

Czy to, w co wierzysz, na pewno jest prawdą?

Opowiem Wam dzisiaj o czarnej stronie mediów społecznościowych. Opowiem Wam o tym, jak jesteście manipulowani i jak wygląda to od środka. Aby jednak dokładnie wyjaśnić o co chodzi, zacznę od pojęcia, z którym zetknął się pewnie każdy mający cokolwiek wspólnego z ekonomią: marketing szeptany.

Marketing szeptany (ang. whisper marketingword of mouth marketing) – to działania marketingowe mające za zadanie dotarcie z informacją marketingową do odbiorcy za pośrednictwem bezpośredniego, wyglądającego na „spontaniczny” przekazu ustnego.

Kanałem przekazu informacji w marketingu szeptanym jest bezpośrednia dyskusja lub opowiadanie. (…)

Przykładami projektów wykorzystujących buzz marketing przed wprowadzeniem produktu na rynek były: Harry PotterVolkswagen New BeetlePokémonBeanie Babies oraz Blair Witch Project.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Marketing_szeptany

Na czym to polega w praktyce?

Chodzi o dotarcie do odpowiedniej grupy odbiorców z treścią reklamową w taki sposób, aby ludzie Ci nie zorientowali się, że jest to reklama. Jak pokazują wszelkie badania, bardziej ufamy w prawdziwość informacji (czy to o jakości produktu danej marki, czy na tematy społeczne, polityczne, itd.) , gdy uzyskujemy ją bezpośrednio od osoby, którą znamy. Bardzo często dajemy się przekonać i informację tę przekazujemy dalej. We współczesnych naukach ekonomicznych proces ten nazywamy efektem wirusa, Lenin używał określenia “pożyteczni idioci”.

Ale jak dotrzeć do danej grupy odbiorców?

Załóżmy, że mamy produkt, który chcemy sprzedać. Powiedzmy kubeczek do picia przeznaczony dla niemowląt. Najpierw określamy target, czyli grupę docelową, do której skierujemy swoje działania. W tym przypadku będą to matki niemowląt, bo to one głównie wybierają produkty, z których korzystają ich dzieci, poza tym kobiety są dużo podatniejsze na manipulację oraz z większym zacietrzewieniem bronią później swojego stanowiska.

Szukamy zatem for, grup na portalach społecznościowych, fanpage’y, na których znajdziemy najwięcej przedstawicielek naszej grupy docelowej. Dobrze, gdy grupa jest już “zafiksowana” na jakimś temacie, powiedzmy sposobie karmienia lub metodzie wychowawczej. Zakładamy fejkowe konta, zapraszamy znajomych. Pierwsze kilka osób wybieramy zupełnie randomowo. Ktoś się zawsze złapie i przyjmie nasze zaproszenie. Teraz wchodzimy w profil tej osoby i zapraszamy jej znajomych. Agencje zajmujące się PR i marketingiem szeptanym mają zazwyczaj wiele takich kont wykorzystywanych już od lat. Aby uwiarygodnić konto, prowadzimy je, jak profile prywatne (prawdopodobne imię i nazwisko oraz twarz na zdjęciu profilowym są istotne). Piszemy wiadomości, udostępniamy treści i zdjęcia (często stockowe), a w przypadku agencji nie przejmujących się zbytnio przepisami prawa (głównie chińskie i rosyjskie agencje) są to zazwyczaj zdjęcia kradzione z realnych istniejących profili.

Dużo komentujemy, szczególnie w grupach czy na forach, które określiliśmy jako nasz target. Oczywiście przez pierwsze kilka tygodni dodajemy komentarze na różne tematy poruszane przez grupę. Opowiadamy w nich o sytuacjach z naszego życia (są to oczywiście zmyślone historie). Dla każdego fejkowego konta prowadzimy coś w rodzaju bazy danych, aby nie pomylić się, co kto powiedział. Powoli zaczynamy wypowiadać się z pozycji eksperta w danej dziedzinie. Z jednego konta potwierdzamy wypowiedzi drugiego. Chodzi o to, aby wzbudzić szacunek, zaufanie grupy oraz wiarę w nasze kompetencje. Gdy to osiągniemy, zaczynamy mówić o naszym produkcie, tutaj kubeczku. Opowiadamy o tym, że np. kupiliśmy go przypadkiem, że jest cudowny, idealnie wpisuje się w filozofię danej grupy. Nie trzeba długo czekać, aby inni członkowie podchwycili temat, gdy mamy wyrobioną pozycję eksperta. Spójrzcie na społeczności większych influencerek, chociażby Ewy Chodakowskiej. To co ona powie jest wręcz święte dla jej fanek i będą bronić jej zdania w każdym aspekcie.

Należycie do jakiejś “mamowej” grupy czy społeczności? Czy nie jest tak, że każda z tych grup ma kilka produktów wręcz kultowych i uwielbianych przez jej członkinie? Czy używanie konkurencyjnego produktu, który jest tańszy i nie odbiegający jakością, nie jest przez grupę uznawane za profanację jej filozofii, a w jego użytkowniczki nie jest wtłaczane poczucie winy, że nie zapewniają dziecku tego, co najlepsze? Dałyście się kiedyś złapać? Kupiłyście coś, tylko dlatego, że polecały go niemal wszystkie babki z jakiegoś forum doprowadzając do tego, że ta rzecz wydała Wam się wręcz niezbędna do życia czy wychowania dziecka?

Z marketingu szeptanego korzysta się w każdej branży. Od produktów dla dzieci, kosmetyków, karm dla psów, przez branżę budowlaną, aż po wielką politykę. I tu pokażę Wam przykład, który uzmysłowi Wam, jak niebezpieczne jest to narzędzie.

Jakiś czas temu dorabiałam sobie tworząc właśnie takie profile dla jednej z agencji PR-owych oraz dyskutując na tematy polityczne. Chodziło o stworzenie dobrego wizerunku jednej z partii politycznych przed zbliżającymi się wyborami. Standardowo stworzyłam kilka profili i dyskutowałam z ludźmi. Takich osób jak ja było wiele. Rano dostawaliśmy na maila linki do artykułów, które trzeba było skomentować. Zawsze merytorycznie, grzecznie, bez wyzwisk i przede wszystkim własnymi zdaniami, bo powtarzanie sformułowań wysłanych przez agencję zostałoby szybko wychwycone. Wszystkie strony barykady w naszym (i nie tylko) kraju korzystają z tego narzędzia oraz monitorują poczynania konkurencji, by szybko móc ją zdyskredytować w razie zagrożenia lub odpowiedzieć na jej działania. Coś tam chyba Wam się obiło o uszy na temat rosyjskich farm trolli, co? 😉

Ale do brzegu. Tworząc te profile zapraszałam do znajomych ludzi kandydujących w wyborach sejmowych. Po pozyskaniu jednej osoby, reszta przyjmowała zaproszenia lawinowo, bo w działaniach kampanijnych spotykali tak wiele nowych twarzy, że nie do końca kojarzyli, z kim danego dnia rozmawiali. Gdy na zdjęciu profilowym była atrakcyjna dziewczyna, to wielcy panowie politycy zwyczajnie głupieli. Ostatecznie zrezygnowałam szybko z tej pracy, bo proceder jednak mocno kłócił się z moją moralnością. Po tamtym okresie zostało mi kilka takich fejkowych kont na facebook’u, o których przypomniałam sobie wczoraj, w dyskusji na temat marketingu szeptanego właśnie. Z ciekawości zalogowałam się do dwóch z nich i odkryłam, że wśród znajomych jednego z nich mam prywatne konta wielu prominentnych polityków, w tym np.:

Uzmysławiacie sobie teraz jak jesteśmy manipulowani? Od najmniejszych wyborów dotyczących tego, co kupujemy na śniadanie, po sprawy polityczne.

Większość informacji w sieci nie jest obiektywnych. Wspominałam o rosyjskich farmach trolli. Z tym określeniem zetknął się chyba każdy z nas. Wynika to stąd, że właśnie Rosja i Chiny opanowały techniki manipulacji oraz dezinformacji najlepiej wśród większości krajów na świecie i stosują je na największą skalę.

Najlepszy przykład mieliśmy w ostatnim roku. Według Oxford Internet Institute chińska i rosyjska dezinformacja szerzona na temat koronawirusa miała wśród europejskich użytkowników internetu o wiele większy posłuch, niż informacje prawdziwe. Działania te miały na celu gospodarczą destabilizację Europy i niestety przyniosły skutek.

Napisane po francusku i niemiecku teksty rosyjskich i chińskich mediów rządowych są na Facebooku oraz Twitterze czytane i przesyłane dalej częściej niż artykuły takich gazet jak francuski “Le Monde” czy niemiecki “Der Spiegel” – wynika z dokumentu.

Przedmiotem badań autorów raportu były m.in. takie rosyjskie media jak agencja Sputnik czy telewizja RT i chińskie – agencja Xinhua, telewizja China Global Television Network (CGTN) i radio CRI. Analizowano wiadomości tworzone przez te redakcje po francusku, angielsku, niemiecku i hiszpańsku.

W informacjach na temat koronawirusa przewija się zawsze krytyka zachodnich demokracji oraz teorie spiskowe na temat pochodzenia wirusa – wyjaśnia Oxford Internet Institute.

Analiza zaangażowania internautów w śledzenie takich treści polegała na liczeniu, jak często “lubią” je oni na Facebooku i przekazują dalej, czy też komentują na Twitterze i retweetują.

Treści produkowane przez telewizję RT po francusku angażują użytkowników Facebooka – zgodnie z tą metodą liczenia – średnio 528 razy, teksty Xinhua mają wynik 374, podczas gdy artykuły dziennika “Le Monde” mają wskaźnik 105.

Publikowane po niemiecku informacje RT zyskują wynik 158 na Facebooku i Twitterze, podczas gdy wskaźnik dla artykułów magazynu “Der Spiegel” wynosi 90.

źródło: https://forsal.pl/swiat/chiny/artykuly/7759875,social-media-rosyjska-chinska-propaganda-zagrozenie-dla-demokracji.html

Aktualnie dezinformacja skupia się na treściach dotyczących sytuacji na granicy z Białorusią. Działania mają na celu wywołanie u polskich użytkowników facebook’a i twitter’a współczucia dla uchodźców, podkreślany jest brak humanitaryzmu, rozpowszechniane są nieprawdziwe informacje na temat naszego kraju. Czy nikt o tym nie wie i nie pisze? Wiedzą wszyscy, piszą wszyscy, chociażby Onet (link). Czy dotarły do Was te informacje? Pewnie nie, bo mają dużo niższy współczynnik klikalności i reakcji.

Zostawiam Wam temat do przemyślenia. Zastanówcie w przyszłości dwa razy zanim kupicie produkt polecany przez mamy z forum dyskusyjnego, a przede wszystkim zanim zaczniecie wyrokować w sprawie polityki, czy udostępniać jakieś artykuły. Niestety podatne na propagandę są również czołowe media oraz osoby mające realny wpływ na naszą społeczność (influencerzy, celebryci, dziennikarze czy politycy).

Dodaj komentarz