Badanie krwi
Ania,  Rozrywka,  Zdrowie

Kolejka

Poranek. Należę do tej grupy ludzi, która musi regularnie dać się ukłuć w celu zbadania TSH i takich tam innych insulin i kortyzoli. Udałam się więc w celu powyższym do prywatnej przychodni. Zawiłość procedur i czas spędzany w poczekalniach, plus upokorzenia płynące z ciągłej konieczności proszenia o skierowania, dawno wyleczyły mnie z korzystania z NFZ. Przed wejściem kolejka. Nawet nie pytałam, czy do punktu pobrań, bo rano zawsze jest tam kolejka, tylko grzecznie stanęłam na końcu. Do środka nie wpuszczają. Stałam sobie wraz z resztą ludzi w ogonku ciągnącym się wzdłuż okien budynku. Każdy w maseczce, zachowując przepisową odległość.

Pierwsze dwadzieścia minut to był kompletny luzik. Ludzie wchodzili we względnym porządku. Gdy przyszła kolej pewnej pani, nazwijmy ją panią blondynką, zaczęło się. Do drzwi podbiegła zdyszana, ale dziarska, starsza pani.

– Ja wejdę przed panią. Szybciutko. Bo ja tylko coś zostawić – zwróciła się do pani blondynki.

– Ja też tylko… – próbowała odpowiedzieć pani blondynka, ale nie zdążyła, bo dziarska staruszka wykorzystała moment, gdy ktoś wyszedł z gabinetu i zniknęła za drzwiami przychodni. Nie minęło kilka minut – do drzwi podeszła na oko dwudziestolatka z maleńkim dzieckiem za rękę.

– Czy ja mogę tylko wejść coś zostawić? Nie chcę męczyć synka staniem w kolejce.

– Ja też muszę tylko coś zostawić i stoję tu już pół godziny – odpowiedziała pani blondynka. W kolejce odezwały się głosy, że osób chcących tylko coś zostawić, jest więcej. Część pań nawet powyciągało próbki moczu z torebek i oscentacyjnie machając nimi w powietrzu udowadniały swoją rację.

– Ale ja bardzo proszę – dudziestolatka nie dawała za wygraną. Pewnie nie udałoby jej się pokonać siły kolejkowego sprzeciwu, gdyby jej dzieciak nie zaczął histerycznie wrzeszczeć przestraszony całą sytuacją.

– Dobrze, niech pani wejdzie – westchnęła pani blondynka. Przez kolejkę przeszedł pomruk niezadowolenia. Zaczęły się dyskusje na temat słuszności wpuszczania do środka dziewczyny, która na szczęście zdążyła już wejść. W tym czasie przyszło kolejnych kilka osób. Część ustawiła się na końcu ogonka. Do drzwi podeszły dwie osoby. Jedna z nich, mężczyzna w średnim wieku złapał za klamkę.

– Kolejka jest! Proszę nie wchodzić przed innymi! – odezwał się ktoś.

– A ta kolejka do laboratorium, czy do lekarza? Bo ja do lekarza. – zapytał facet.

– To niech pan wchodzi. – gość wszedł. Kobieta w trampkach, która równocześnie z nim podeszła do drzwi, odezwała się do pani blondynki:

– To do badań kolejka, tak? To ja tylko wejdę coś zostawić – powiedziała, a blondynka prawie podskoczyła z nerwów.

– Ja też chcę tylko coś zostawić! Jest pani trzecią osobą, która chce, żebym ją przepuściła. Prawie godzinę tu stoję!

– Ale ja już stałam. Też prawie godzinę, to już nie muszę. Krew mi już pobrali, tylko mocz mam donieść.

Panie wdały się, delikatnie mówiąc, w dyskusję. Ludzie wtrącali się i komentowali. Ze środka dobiegł głos:

– Dlaczego pan tu stoi? Na zewnątrz proszę czekać!

– Na zewnątrz jest kolejka do badań, a ja do lekarza – tłumaczył się facet.

– Do lekarza też czekamy na zewnątrz – dodał głos. Facet wyszedł i stanął przed drzwiami. Z laboratorium wyszła dziewczyna z dzieckiem, a pani w trampkach ruszyła do wejścia. Pani blondynka również. Pani w trampkach okazała się szybsza i silniejsza.

– Dlaczego pani nie weszła?– odezwał się ktoś z kolejki.

– A jak miałam wejść, jak się baba przepycha. Moczem ją oblać? To nie miałabym co zostawić do badań! – blondynka przybrała odcień purpury na twarzy.

Do drzwi zbliżył się elegancko ubrany gość.

– Kolejka jest! – tym razem zabrzmiało to niemal chóralnie.

– Ja jestem lekarzem – rzucił zdawkowo mężczyzna i chwycił za klamkę.

– Dzień dobry, panie doktorze – odpowiedział facet, który czekał do lekarza.

– Dzień dobry, za pięć minut proszę wejść.

Kobieta w trampkach wyszła z budynku. Kilka pań zaczęło jej tłumaczyć, jak bardzo źle postąpiła, jednak ona oddaliła się szybkim krokiem. Lekarz, który chwilę wcześniej wszedł do budynku, otworzył dwa okna znajdujące się obok stojących ludzi. Następnie uchylił drzwi i poprosił pacjenta do środka. Minęła chwila. Zza okien dał się usłyszeć głos:

– Co pana do mnie sprowadza?

– Nerwy, panie doktorze. Żona mnie wkurza. Strasznie mnie wkurza. Nie wytrzymałem i ostatnio ją uderzyłem. Powiedziała, że mam iść do psychiatry, albo się ze mną rozwiedzie.

W kolejce zapadła cisza. Jedna pani zapukała w okno.

– Proszę zamknąć okno, wszystko słyszymy – powiedziała.

– To proszę nie podsłuchiwać! – odpowiedział lekarz.

– Dobrze, że go w ogóle przyjął. – Odezwała się inna kobieta. – Ja ostatnio miałam e-wizytę u ginekologa. Pytam się go, jak mnie zbada, a on, że mam opisać objawy. No to mu mówię, że mnie swędzi i piecze i mam zielone upławy.

– Ta jest lepsza od faceta u psychiatry – mruknął ktoś, a niezrażona pacjentka ginekologiczna kontynuowała:

– Przepisał mi jakiś antybiotyk. Oczywiście nie pomógł. Musiałam prywatnie iść. Sto pięćdziesiąt złotych wizyta. I teraz przyszłam na wymaz z pochwy. To siedemdziesiąt złotych. I potem znowu wynikami do lekarza. Kolejne sto pięćdziesiąt. No kogo na to stać?! Prywatnie się nie boją zarazić!

W tym momencie z ulgą stwierdziłam, że przyszła moja kolej. Odkaziłam dłonie i weszłam do laboratorium.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *