You are currently viewing Ekrany dźwiękochłonne w Tatrach

Ekrany dźwiękochłonne w Tatrach

Tatrzański Park Narodowy zalewany jest skargami od turystów, którym powiewy wiatru i szum górskich strumieni utrudniają prowadzenie rozmów telefonicznych.

– Chciałam pochwalić się przyjaciółce, że już doszłam do Morskiego Oka, ale wiało tak, że nie dało się rozmawiać. Za granicą to nie do pomyślenia – mówi pani Grażyna z Warszawy.

W swojej opinii nie jest odosobniona. Jak się dowiadujemy, biuro Tatrzańskiego Parku Narodowego zasypują dziesiątki próśb dziennie na warunki naturalne – wiatr, szum strumieni, odgłosy zwierzyny – przeszkadzające w komunikacji ze światem zewnętrznym.

W internecie dostępna jest już petycja o postawienie na najpopularniejszych trasach znanych z dróg szybkiego ruchu ekranów dźwiękochłonnych.

– Stworzyłoby to wielokilometrowe strefy wolne od naturalnych „dystraktorów”, co wpłynęłoby na poprawienie turystycznej atrakcyjności Tatr – czytamy w petycji, którą już podpisało 8 tys. osób. – Mamy XXI wiek, a w górach czas jakby się zatrzymał.

Nie możecie uwierzyć? To dobrze, bo wszystko powyżej jest zmyślone. To tekst z internetowej strony aszdziennik.pl. Przytaczam go w całości, bo dzisiaj pomysły z ekranami wydają się absurdalne, ale wystarczy porozmawiać z pracownikami TPN i słysząc na co uskarżają się turyści ma się wrażenie, że jesteśmy  całkiem blisko petycji w sprawie wyciszenia zbyt głośnych strumieni i wiatru. Na co uskarżają się turyści? Oto kilka autentycznych już przykładów skarg jakie odnotowano w TPN-nie (nagrania, między innymi wywiad z dyrektorem Parku można znaleźć w necie):

– Brak zasięgu na niektórych szlakach.

– Szlaki są mokre, błotniste i śliskie, a po ulewnych deszczach nie da się chodzić. Dlaczego nikt nie uprzedził, że błoto jest po kostki? Powinno się szlaki utwardzić, a w zimie posypywać piaskiem.

– Dlaczego nie można wypożyczyć łódek albo rowerów wodnych nad Morskim Okiem?

– Za mało wyciągów i kolejek, które dowoziłyby turystów w różne ciekawe miejsca.

– Park jest czynny, a mimo to szlaki są nieodśnieżone!

– Byłem na Giewoncie, a tam, na szczycie, nie było żadnych barierek. Przecież to niebezpieczne, łatwo można spaść.  Powinno powiesić się liny, których mogliby się chwytać spadający ze szczytu turyści.

– Dlaczego do schronisk nie dojeżdżają taksówki?

– Jest za dużo much. Powinno się je tępić.

– Na szlakach powinny być ławeczki i latarnie.

– Jak można dojechać na Giewont samochodem?

Zastanawiam się czy można to jakoś skomentować? Czy warto tłumaczyć, że park narodowy to miejsce gdzie cała przyroda podlega ochronie, a człowiek jest tam gościem wpuszczanym na ściśle określonych warunkach z zakazem jakiejkolwiek ingerencji w świat roślin i zwierząt? To elementarz, który przyswajamy sobie już w szkole podstawowej. Nie warto. Zawsze będzie w społeczeństwie grupa ludzi odporna na myślenie. Do zwolenników latarni, taksówek na Giewont i kajaków w Morskim Oku pasuje cytat:

Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.

Stanisław Lem

Dodaj komentarz