sałatka. Post dąbrowskiej
Ania,  Kuchnia,  Post

Warzywno-owocowy post dr Dąbrowskiej – tydzień drugi.

O moich wrażeniach po pierwszym tygodniu diety przeczytać można tutaj: warzywno-owocowy post dr Dabrowskiej.

Tydzień drugi

W tym tygodniu również pozwoliłam sobie na banany (w sumie kilka przez cały tydzień), ale mocno ograniczyłam ilość owoców. Napisałabym, że na rzecz warzyw, ale tak naprawdę to na rzecz… niczego. Mocno zmniejszyłam ilość i objętość swojego jedzenia. Dwa razy wieczorem byłam lekko głodna, ale kilka pomidorków koktajlowych załatwiło sprawę. Generalnie głodu nie odczuwam.

Jem głównie surowe warzywa. Nie mam czasu na gotowanie dla siebie dodatkowo, więc wspomniane wyżej pomidorki ratują mi życie. Oprócz tego papryka i ogórek. Próbowałam selera naciowego, ale nie smakuje mi kompletnie. Zresztą nigdy nie przepadałam za selerami ani pietruszkami na surowo. Jadłam truskawki i borówki amerykańskie (ale niewiele) i sporo sałaty. Raz pozwoliłam sobie na gotowane brokuły z odrobiną fasolki szparagowej i mieszanką chińską (marchew, pietruszka, por, bambus i grzybki moon) przyprawione odrobiną sosu sojowego. Wiem, niedozwolony, ale nie było go dużo. Za to wsypałam mnóstwo suszonej trawy cytrynowej i imbiru. Pycha!

Zjadłam przez ten tydzień 300 g kiszonej kapusty, kilka suszonych moreli i kilkanaście kulek tych małych winogron (niedozwolone). Wypiłam litr soku pomidorowego.

Nie zrezygnowałam z kawy. Nie potrafię.

Efekty

  • Samopoczucie znacznie na plus. Nie mam spadków energii, ale w dalszym ciągu nie jestem wulkanem produktywności.
  • Dużo dłużej i mocniej śpię.
  • Kręgosłup – bajka. Właściwie nie boli mnie w ogóle. Tylko, gdy codziennie rano kicham (nie wiem, czemu kicham) – ból trwa dosłownie sekundę i przechodzi od kręgosłupa aż do stopy. I tyle.
  • Ciśnienie przez pierwszy tydzień miałam mocno podwyższone. Aktualnie jest w górnej granicy normy czyli średnio około 140/85.
  • Badań na razie nie robiłam. Bardzo jestem ciekawa wyników, ale jeszcze poczekam.
  • Kompletnie nie chce mi się jeść słodyczy. Nie tęsknię za mięsem. Raz miałam ochotę na kromkę chleba. Pomidorek koktajlowy pomógł 😉
  • Cerę mam dużo lepszą, chociaż pojawiły się dwa nowe pryszcze, ale to raczej od pudru. Moja skóra zawsze tak reaguje na makijaż.
  • I to, na co najbardziej czekacie, waga: -1,5 kilograma w tym tygodniu, czyli 2,5 kg w sumie.

Podsumowanie

Gdyby nie odstępstwa, trudno by mi było wytrzymać na diecie. Aktualnie jem dokładnie to, co lubię i nie czuję, żebym z czegoś rezygnowała. Postanowiłam kontynuować post właśnie w takiej formie. Nie wiem jeszcze, jak długo. Nie chcę niczego sobie narzucać, bo będzie mi trudniej 🙂

Zastanawiam się nad wprowadzeniem odrobiny roślinnego tłuszczu, głównie ze względu na braki kwasów Omega w aktualnym jadłospisie. Za tydzień napiszę, jak poszło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *