budżet rodziny wielodzietnej
Ania,  Małżeństwo,  Wielodzietność,  Wychowanie

Jak przeżyć za 500+ i alimenty, czyli ile kosztuje utrzymanie rodziny wielodzietnej.

Nie jest trudno obliczyć, że na mój rachunek bankowy co miesiąc wpływa dwa tysiące z programu 500+. Nie ukrywam również, że dwójka moich dzieci to owoce poprzedniego małżeństwa i że przez kilka lat dostawałam na ich utrzymanie pieniądze z funduszu alimentacyjnego. Obecnie mój były mąż płaci bieżące alimenty. Tylko bieżące, zaległości ma nadal. Ale ja nie o alimentach.

Jakkolwiek bym nie oceniała programu 500+, daje on mojej rodzinie porządny zastrzyk finansowy, który bardzo doceniam. Dofinansowanie ma jednak swoje wady i nie mam tu na myśli procesów makroekonomicznych wywołanych prosocjalnymi działaniami aktualnej władzy, a socjologiczną stronę sytuacji. Niestety odkąd program wystartował, rozpoczęła się również nagonka na rodziny wielodzietne. Nie ma dnia, abym nie zetknęła się (szczególnie w sieci) z wyliczeniami, ile pieniędzy dostaję, wypominaniem, jak bardzo jestem leniwa, bo biorę pieniądze i nie pracuję, czy wręcz epitetami, wśród których “patologiczny” jest prawie komplementem. Nie zawsze jest to powiedziane wprost, ale zawsze dosadne. Zdaję sobie sprawę, że nie należy się przejmować komentarzami obcych ludzi z internetów, jednak dają one ogólny obraz oceny takich rodzin jak nasza funkcjonujący w społeczeństwie. W życiu codziennym nikt mi nigdy w twarz w ten sposób nie powiedział (poza Eksem), jednak wynika to tylko z tchórzostwa, bo wieści o tym, co mówi się za moimi plecami szybko się roznoszą wśród znajomych. Niestety żyjemy wśród ludzi i nie zawsze da się odciąć od jednostek, które są nam nieprzychylne.

Dlatego chciałabym przybliżyć Wam, drodzy czytelnicy, jak wygląda budżet rodziny wielodzietnej. Jeżeli znacie taką rodzinę, która według Was żyje tylko z zasiłków na dzieci, to dajcie mi namiary. Chętnie nauczę się od nich gospodarowania finansami.

Wydatki rodziny 2+4

Kwestia podstawowa i najważniejsza, czyli rachunki 🙂

Pierwszym naszym wydatkiem miesięcznym jest opłata za wynajęcie domu. Nie będę tu podawać dokładnej kwoty, bo nie chcę upubliczniać finansów właścicieli budynku. W naszym przypadku sprawa jest trochę bardziej skomplikowana niż zazwyczaj: właściciele są naszymi znajomymi, my bardzo dużo własnych pieniędzy włożyliśmy w remont i zagospodarowanie ogrodu, a wszystkie bieżące naprawy są na nasz koszt, więc sam czynsz jest dużo niższy od rynkowego. Mamy szczęście, bo wynajęcie mieszkania w Krakowie, w którym zmieściłaby się nasza rodzina, dużo bardziej obciążyłoby nasz budżet. Kredyt w naszym przypadku nie wchodzi w grę, bo moja historia w BIK jest spaprana po przejściach w poprzednim małżeństwie. Na potrzeby tego wpisu pomińmy koszt wynajmu.

Kolejna jest opłata za gaz. Ponieważ ogrzewanie mamy gazowe, jest ona uzależniona od pory roku. Gaz wykorzystujemy również do grzania wody użytkowej oraz gotowania (gotujemy codziennie). Aby uśrednić ją miesięcznie, wzięłam pod uwagę wydatki za cały rok i podzieliłam na 12 miesięcy. W ciągu ostatniego roku było to 3571,40 zł, co miesięcznie daje kwotę 297,62 zł.

Comiesięczne stałe rachunki wyglądają tak:

  • gaz – 297,62 zł
  • prąd – 213,82 zł
  • śmieci – 160 zł KLIK
  • szambo – 130 zł
  • internet – 69 zł
  • telefony – ok. 70 zł
  • rata kredytu za komputer – ok. 300 zł

Co daje w sumie ok. 1240 zł plus oczywiście opłata za wynajem domu. Oznacza to, że właśnie wydałam pieniądze z 500+ 😉 Ach i nie płacimy za wodę, bo mamy własne ujęcie (za to pompa zużywa prąd), jednak kupujemy wodę butelkowaną do gotowania.

Wydatki podstawowe

Kolejną kategorią, która pochłania najwięcej pieniędzy są “wydatki podstawowe”. W ten sposób skategoryzował je mój bank. W praktyce to wszystkie zakupy spożywcze oraz kosmetyki (mydło, szampony) i chemia gospodarcza. Nie kupuję właściwie kolorowych ani pielęgnacyjnych kosmetyków, wydaję na nie może 100 zł rocznie, więc pominę je w ogólnym rozliczeniu. Nie jemy najtaniej, ale też w ogóle nie jadamy na mieście, bardzo rzadko kupujemy dania gotowe. Produkty staram się wybierać dobrej jakości, w naszej lodówce nie ma pasztetowej czy mortadeli. Jadamy raczej drób, niż wołowinę. Przeciętny paragon poniżej. Takie zakupy robimy średnio 4-5 razy miesięcznie. Reasumując: na jedzenie wydajemy około 3 tysiące w miesiącu.

Edukacja

Kolejną kategorią, która pochłania dużą część naszego budżetu, jest edukacja. Pola chodzi do prywatnego przedszkola. Próbowaliśmy z państwowym, ale skończyło się to histeriami i bardzo złym stanem psychicznym Poli. Dziadkowie bardzo się tym przejęli i pomagają nam w opłacaniu czesnego. Do tego starszaki mają dodatkowe lekcje (przygotowujące do egzaminów i korepetycje). Wydatki wyglądają tak:

  • Przedszkole – czesne 500 zł plus obiady około 300 zł, gdy Pola chodzi przez cały miesiąc
  • Korepetycje i dodatkowe lekcje starszaków to 160 zł tygodniowo, co miesięcznie daje 640 zł

Aktualnie dobrnęliśmy do kwoty 5 680 zł plus wynajem domu. Heloł, gdzie moje 500+???

Zdrowie

I tu się zaczynają schody. W poprzednim miesiącu na lekarzy, dentystę itd. wydałam 1 500 zł. Wyjątkowo, więc nie uznam tego za standard. Oczywiście jesteśmy ubezpieczeni, ale dużo korzystamy z prywatnej opieki. Dlaczego? Bo terminy są przystępniejsze (na wizytę na NFZ u genetyka czekamy rok), a leczenie na wyższym poziomie. Niedawno okazało się, że jestem nosicielem genu powodującego pewną chorobę objawiającą się nieprawidłową budową tkanki łącznej. Co za tym idzie, moje dzieci (nie wszystkie) mają problemy ze stawami (zwyrodnieniami) oraz raz na jakiś czas muszą być konsultowane kardiologicznie (za echo serca płaciłam ostatnio 280 zł) oraz okulistycznie. Jedno jest pod opieką gastrologa. Podsumujmy miesięczne wydatki na leczenie:

  • rehabilitacja – 560 zł za 8 zabiegów (dwa razy w tygodniu)
  • wizyty lekarskie to średnio 300 zł miesięcznie

Doszliśmy do kwoty 6 540 zł plus wynajem.

Rozrywka

Nie samą pracą człowiek żyje. Czasem lubimy odpocząć. Dzieci lubią mieć zajęcia dodatkowe i hobby. I tak:

  • Netflix – 52 zł
  • HBO GO – 24,90 zł
  • Xbox – 54,99 zł
  • konie – 200 zł (tyle średnio płacę miesięcznie, za pozostałe lekcje płaci tata Gabi)

Piotrek miał jeszcze lekcje gry na gitarze dwa razy w tygodniu (100 zł za lekcję), ale z nich zrezygnowaliśmy, bo cena nie szła w parze z jakością.

Podsumowując – około 6 870 plus wynajem.

Ciuchy

Może ktoś zauważył, że w zestawieniu nie ma wydatków na fryzjera, kosmetyczkę, itd? No nie ma. Nie korzystamy. Na ciuchach oszczędzam, jak tylko mogę. Dla Poli nie kupuję w ogóle (wyjątkiem są buty ortopedyczne i robione komputerowo wkładki – 460 zł raz na pół roku, wliczyłam je do wizyt u lekarza), bo dostaje ubrania po córce mojej koleżanki. Wojtek póki co ubrania dostał po starszym kuzynie. Robert kupuje sobie dwa razy do roku ciuchy (nie wiem, ile na nie wydaje), ale kupuje konieczne minimum. Ja czasem złapię jakieś spodnie w lidlu (wliczone w wydatki podstawowe), poza tym dostaję ubrania od mamy i teściowej, jak już nie mogą na mnie patrzeć. Zostają starszaki, ale na nich również nie wydaję szczególnie dużo. Często korzystamy z lumpeksów. W 2020 roku było to w sumie około 3 000 zł, co podzielone na 12 miesięcy daje kwotę:

  • odzież i obuwie – 250 zł na miesiąc

Doszliśmy do 7 120 zł plus wynajem.

Pozostałe

  • transport (nie mamy samochodu, raz w tygodniu pożyczam od mamy, by zrobić zakupy), czyli bilety komunikacji miejskiej, to około 150 zł miesięcznie
  • zwierzęta – mamy psa, kota, świnkę morską i pięć chomików – około 200 zł miesięcznie
  • wakacje (dwa tygodnie nad morzem dla sześcioosobowej rodziny z wyżywieniem i dojazdem to około 10 000 zł) podzielone na 12 miesięcy – 833 zł miesięcznie
  • obozy (jedno ze starszych dzieci raz w roku jedzie na obóz, średnio taki siedmiodniowy obóz to 1200 zł) – miesięcznie 100 zł
  • podręczniki, zeszyty, itd. – mieszczę się w 300+, więc pominę.
  • kieszonkowe – ostatnio zrezygnowałam z dawania dzieciom kieszonkowego, ze względu na korepetycje i zajęcia pozalekcyjne. Wrócimy do tego w najbliższym czasie.

Mamy aktualnie około 8 400 zł plus wynajem.

Podsumowując

Wiem, że mam szczęście, że możemy sobie pozwolić na tak duże inwestowanie w dzieci. Wiem, że wielu moich znajomych raczej kupiłoby auto na raty, niż płaciło za korepetycje albo zajęcia dodatkowe. Wiele osób nie korzystałoby z prywatnej rehabilitacji. Jednak zabiegi, z których korzystają moje dzieci, nie są tak łatwo na NFZ dostępne, a te, które są dostępne, nie przynoszą aż takich korzyści. Wiele moich koleżanek wolałoby wydać pieniądze na fryzjera i ciuchy, niż opłacić dziecku konie. Z drugiej strony to nie tak, że się jakoś wyjątkowo poświęcamy dla “bombelków”. Nigdy nie miałam szczególnie wielkich potrzeb w takich typowo babskich wydatkach, a mój mąż kompletnie nie traktuje samochodu jak atrybutu świadczącego o męskości. Nawet, gdyby nas było stać na te ciuchy i samochody, to pewnie i tak skończyłoby się na kupieniu taniego auta, byle by jeździło, a zamiast ubrań kupilibyśmy książki.

Jak widzicie nie policzyłam w zestawieniu żadnych dodatkowych wydatków jak chociażby:

  • garnki i przybory kuchenne, ręczniki, pościele, ścierki, które raz na jakiś czas trzeba wymienić,
  • zabawki – praktycznie nie kupujemy, bo dzieci dużo ich dostają na różne okazje od rodziny,
  • wydatki na święta (prezenty plus dodatkowe jedzenie).
  • meble, sprzęt AGD, itp. – czasem trzeba coś kupić, gdy stare się psują 😉
  • czasami kupujemy książki, ale głównie jako prezenty urodzinowe; dużo książek dostajemy od babci i dziadka 😉
  • nie policzyłam leków, które ja i Robert przyjmujemy na stałe.

Moglibyśmy też jeść placki ziemniaczane i pasztetową, ale raczej odbiłoby się to na zdrowiu naszej rodziny i wygenerowało kolejne koszty leczenia, bo nawet na NFZ leczenie nigdy nie jest całkiem za darmo.

I serio nie wiem, jak można żyć tylko z zasiłków mając dzieci. Żyć, nie egzystować 😉 Aaaa, i jeszcze jedno: w ogóle nie pijemy alkoholu (nawet pół piwa miesięcznie), żadne z nas nie pali.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *